Czekacie na PlayStation 6? Sony nie spieszy się z nową generacją. Wysokie koszty komponentów sprawiają, że PS5 może z nami zostać aż do 2028 lub 2029 roku.
Wydawać by się mogło, że po sześciu latach obecności na rynku cykl życia danej generacji konsol zaczyna dobiegać końca. Tymczasem najnowsze doniesienia wskazują, że firma Sony nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji co do okienka premierowego oraz wyceny PlayStation 6.
Projekt rzekomo wciąż znajduje się w fazie „zawieszenia”, a japoński gigant unika publicznych deklaracji. Zamiast standardowego siedmioletniego cyklu, Sony woli zachować ostrożność i czeka na ustabilizowanie się globalnego rynku technologicznego.
Dlaczego zagramy na PS5 dłużej?
Największym problemem dla twórców konsol są obecnie ceny podzespołów. Koszty pamięci RAM oraz dysków półprzewodnikowych SSD pozostają niepokojąco wysokie. Taka sytuacja drastycznie utrudnia Sony długoterminowe zaplanowanie opłacalnej specyfikacji.
Wyprodukowanie sprzętu o prawdziwie nowogeneracyjnej mocy w aktualnych realiach wymusiłoby sprzedawanie PS6 w absurdalnie wysokiej kwocie. Producent nie chce ryzykować porażki i odstraszenia graczy zaporową ceną w dniu premiery, tym bardziej że dotychczasowy sprzęt nadal się sprzedaje.
Stabilny biznes dzięki GTA i PS5 Pro
Opóźnienie „Szóstki” nie spędza w Sony snu z powiek, ponieważ aktualna platforma świetnie zarabia i znajduje się w doskonałej kondycji finansowej. Ponadto na horyzoncie majaczy wyczekiwana premiera Grand Theft Auto 6, która najpewniej znów napędzi ogromną sprzedaż obecnych systemów.
Dodatkowym pomostem przedłużającym rynkowy byt tej generacji jest konsola PS5 Pro. Zapewnia ona na tyle duży zapas mocy obliczeniowej, że z perspektywy Sony całkowite odcięcie się od tej rodziny urządzeń przed 2028 lub nawet 2029 rokiem po prostu nie ma biznesowego sensu.
Okiem redaktora
Przedłużenie życia generacji to zjawisko, które ukształtuje ten rynek na lata. Z perspektywy kogoś, kto kupił PS5 (lub wersję Pro), informacja o opóźnieniu „Szóstki” to świetna wiadomość, sprzęt nie zestarzeje się tak szybko, a każda wydana złotówka będzie pracować dłużej.
Nie da się jednak ukryć, że stagnacja to również wolniejszy skok technologiczny i graficzny. Pamięć jest droga i nie zanosi się na to, by producenci RAM-u nagle drastycznie obcięli marże, więc jeśli nowe generacje mają kosztować kosmiczne pieniądze, to wolę wycisnąć ostatnie soki z „Piątki”.
Źródło: Notebookcheck
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.








