Wymienna bateria w laptopie to dziś rzadkość, mimo promowania ekologii. Producenci wolą wbudowane akumulatory, by skłaniać klientów do zakupu nowych komputerów.
Choć producenci laptopów chętnie chwalą się dbałością o środowisko, to jedna z najbardziej ekologicznych funkcji niemal całkowicie zniknęła z rynku. Mowa o wymiennej baterii, która w początkowych latach istnienia laptopów była absolutnym standardem. Dziś użytkownik najczęściej musi rozkręcać obudowę, by dostać się do akumulatora.
Według redakcji Notebookcheck dowodzi to, że montowanie baterii na stałe nie jest wcale „techniczną koniecznością”. Jednym z nielicznych współczesnych wyjątków jest model Schenker Connect 15, w którym baterię można odpiąć w kilka sekund za pomocą dwóch suwaków. Podobne rozwiązanie próbowała w zeszłym roku wdrożyć firma Framework, stosując specjalną klapkę serwisową.
Ekologia jest ważna, ale kasa ważniejsza
Oficjalnym powodem rezygnacji z wymiennych ogniw jest oszczędność miejsca i obniżenie wagi komputerów. Prawdziwy powód może być jednak o wiele bardziej prozaiczny. Użytkownicy z zepsutą baterią znacznie częściej decydują się na zakup całkowicie nowego laptopa, niż na płacenie profesjonalnemu serwisowi za wymianę wbudowanego akumulatora.
Takie rozwiązanie jest niezwykle zyskowne dla firm, ale stanowi zaprzeczenie zrównoważonego rozwoju. Wymienny akumulator pozwala na dłuższą pracę w podróży, bo zapasowe ogniwo można po prostu nosić w torbie. Co więcej, przy pracy na zasilaczu w domu, baterię można wypiąć, co chroni ją przed zużyciem.
Tęsknota za normalnością
Brak wymiennych baterii to jeden z największych absurdów współczesnej elektroniki. Z jednej strony mamy nowe przepisy unijne, z drugiej, laptopy konstruowane jak jednorazówki.
Powrót wymiennych baterii to nie tylko wygoda, ale też realna korzyść dla portfela, dlatego trzymam kciuki, by więcej firm poszło śladem marki Schenker.
Źródło: Notebookcheck
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.









Dodaj komentarz