Lexus TZ 2027 rzuca wyzwanie Tesli! To pierwszy 3-rzędowy, w pełni elektryczny SUV tej marki, oferujący luksus i najcichszą kabinę w swojej klasie.
Japońska marka luksusowa oficjalnie poszerza swoją zelektryfikowaną ofertę, prezentując model TZ na rocznik 2027. To historyczny moment dla producenta, ponieważ TZ jest pierwszym w pełni elektrycznym, trzyrzędowym SUV-em Lexusa z napędem na cztery koła. Samochód zbudowany na platformie TNGA ma bezpośrednio konkurować w segmencie, w którym od lat mocno rozpycha się chociażby Tesla.
Lexus stawia na koncepcję „Driving Lounge”, która ma zagwarantować pasażerom niespotykany dotąd poziom luksusu i relaksu w trakcie podróży. Klienci będą mieli do wyboru dwie pojemności baterii litowo-jonowych (76,96 kWh i 95,82 kWh), co ma przełożyć się na szacowany zasięg w okolicach 480 kilometrów. Zaawansowany system napędu DIRECT4 zadba z kolei o doskonałą przyczepność i dynamikę jazdy.
Wyjątkowa dbałość o ciszę
To, co ma najbardziej wyróżniać model TZ na tle konkurencji z USA, to fenomenalne wyciszenie. Ponieważ napęd elektryczny pozbawiony jest warkotu silnika spalinowego, inżynierowie Lexusa włożyli ogrom pracy w wyeliminowanie szumów wiatru i pędu jazdy. Z informacji podanych przez producenta wynika, że zastosowano innowacyjne materiały dźwiękochłonne, aerodynamiczne lusterka oraz elementy niwelujące częstotliwość wibracji karoserii.
Dzięki temu Lexus TZ ma oferować absolutnie najcichszą kabinę ze wszystkich dotychczasowych SUV-ów marki, co pozwala na swobodną, cichą rozmowę pasażerów ze wszystkich trzech rzędów. O komfort podróżnych zadbają również dostępne fotele kapitańskie w drugim rzędzie, wyposażone w wentylację i elektrycznie sterowane podnóżki. Dodatkowym atutem, ważnym na rynku amerykańskim, jest natywne wsparcie dla standardu ładowania NACS (złącze stosowane przez Teslę) w jednym uniwersalnym porcie 2-w-1.
Tesla może drżeć w obawie?
Lexus ewidentnie odrobił pracę domową i wjeżdża na rynek dużych SUV-ów elektrycznych na pełnej amerykańskiej „pompce”. Oparcie marketingu na „najcichszej kabinie” i luksusie w stylu salonki to strzał w dziesiątkę. Nie od dzisiaj wiadomo, że Tesla od lat boryka się z opiniami o kiepskim spasowaniu i trzeszczących plastikach przy wyższych prędkościach.
Japończycy uderzają w punkt, w którym klienci premium cenią sobie spokój i jakość materiałów (wykończenie z bambusa brzmi świetnie!). Jeśli tylko oprogramowanie nie będzie odstawało od reszty stawki, Elon Musk i jego Model X (czy nawet nowsze produkcje z segmentu 3-rzędowych SUV-ów) mogą mieć poważny problem z japońską konkurencją.
Źródło: Lexus
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.









