Jest coraz więcej samochodów elektrycznych na świecie. / fot. Tong Patong / Bigstock
Do kuriozalnej sytuacji doszło w podwarszawskim Nadarzynie. Istnieje tam publiczna, darmowa ładowarka dla samochodów, która jest… okupowana przez zorganizowaną grupę posiadaczy aut. Co więcej, tworzą oni komitety kolejkowe, a osoby przyjeżdżające poza kolejką są piętnowane.
O ładowaniu samochodów elektrycznych w Polsce stworzono już wiele barwnych historii. Kolejki w nocy, by skorzystać z niższych taryf już nikogo nie dziwią – każdy przecież chce zaoszczędzić. Często kierowcy potrafią stać do punktu ładowania nawet przez kilka godzin, ale to, co dzieje się w Nadarzynie, przekracza wszelkie pojęcie.
W tym podwarszawskim miasteczku istnieje darmowa, publiczna ładowarka dla samochodów elektrycznych o mocy 11 kW. Na pozór nie ma tu nic dziwnego – jak się jednak okazuje, grupa „elektromagów”, jak prześmiewczo ich określono, postanowiła zrobić z tej lokalizacji prywatny punkt do ładowania samochodów.
Całym „biznesem” zarządza osoba o nicku „Jacek EV”. Tworzy on swego rodzaju komitet kolejkowy, zbierając zapisy na poszczególne „sloty” na ładowanie. Co istotne, nie należą one do najkrótszych – wiele osób zostawia swoje samochody podpięte pod ładowarkę nawet na blisko 8 godzin.
Co więcej, z ideą zajmowania kolejki do ładowarki zaznajomionych jest sporo osób, a każda próba krytyki tego zjawiska spotyka się z grupowym ostracyzmem. Proceder jest więc w pełni zorganizowany – co więcej, osoby które pojawiają się przy ładowarce „poza kolejką” są piętnowane np. poprzez publikację zdjęć w sieci.
Kuriozalna sytuacja z Nadarzyna zyskuje sporą popularność w sieci dzięki nagłośnieniu przez jednego z użytkowników serwisu X o nicku marek_2k22. To przełożyło się także na olbrzymią skalę negatywnych komentarzy w serwisie PlugShare, który jest swoistym kompendium wiedzy na temat dostępności ładowarek.
Mogą się założyć, że podobne sytuacje mogą występować także w całej Polsce. Oczywiście pokusa załadowania swojego samochodu za darmo wcale nie dziwi, ale trzeba przyznać, że jest to sytuacja ze wszech miar groteskowa. I może takie publiczne napiętnowanie nie doprowadzi do jej powtórki w przyszłości.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.