YouTuber Lecctron przetestował możliwości „najmniejszego gamingowego PC na świecie”. Komputerek zbudowany na bazie Raspberry Pi Zero 2 W kosztuje zaledwie 60 złotych!
W dobie potężnych i monstrualnie drogich kart graficznych, powrót do absolutnego minimalizmu potrafi odświeżyć spojrzenie na gaming. Popularny technologiczny YouTuber, prowadzący kanał Lecctron, postanowił sprawdzić, jak dużo wydajności da się wycisnąć ze sprzętu za ułamek ceny współczesnej gry.
Jego wybór padł na Raspberry Pi Zero 2 W – niezwykle popularny minikomputer, który swoimi wymiarami (65 na 30 milimetrów) przypomina paczkę zapałek. To maleństwo, oficjalnie wyceniane na zaledwie 15 dolarów, YouTuber okrzyknął mianem „najmniejszego gamingowego PC”, jakiego da się normalnie używać jako desktopa.
Retro klasyki działają bez zarzutu
Oczywiście nikt nie spodziewał się, że na sprzęcie o takich gabarytach uruchomimy Cyberpunka 2077, czy też innych gier AAA. Lecctron skupił się na tytułach z poprzednich epok. Okazało się, że „Malinka” radzi sobie zaskakująco dobrze z emulacją gier z pierwszego PlayStation.
Według testów, tytuły takie jak Wipeout XL, Silent Hill, Tomb Raider Chronicles czy Final Fantasy 9 działały na tym miniaturowym urządzeniu wprost rewelacyjnie. Komputerek nie krztusił się i zapewniał w pełni płynną, grywalną rozrywkę, udowadniając swoją wartość jako budżetowa stacja do retro-grania.
Valve w końcu odsłoni karty. Steam Machine może zaskoczyć ceną
Gdzie leży granica możliwości?
YouTuber postanowił pójść o krok dalej i sprawdził emulację gier z Nintendo 64. Ta platforma od zawsze była „twardym orzechem do zgryzienia” dla słabszych sprzętów. Choć gry były grywalne, autor testu zaznaczył, że nie uświadczymy tu już płynności znanej z PS1.
Pojawiły się drobne zacięcia, ale wynik i tak uznano za sukces. Twórca próbował nawet uruchomić Minecrafta, co na forach internetowych uchodziło za zadanie niemożliwe dla tej konkretnej wersji Raspberry. Ten eksperyment miał ostatecznie pokazać absolutne granice sprzętu za „grosze”.
To jest miód na moje retromaniakalne serce
Uwielbiam takie materiały. Kiedy cała branża ściga się na teraflopsy, ray tracing i generatory klatek, ktoś bierze płytkę wielkości palca za 60 złotych i odpala na tym Silent Hilla. Jasne, że nie jest to sprzęt, który zastąpi nam mocnego peceta z RTX-em 5080 na pokładzie.
Ale jako projekt na leniwy, niedzielny wieczór? To jest wręcz absolutna bomba. Zbudowanie sobie takiej miniaturowej retro-konsolki pod telewizor to nie tylko świetna zabawa, ale i fajne przypomnienie, że dobra gra nie zawsze potrzebuje karty graficznej wielkości cegły.
Źródło: Lecctron / Opracowanie własne
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.








