Škoda Epiq to nowy elektryczny SUV, który obiecuje wiele. Nowy model zaskakuje ogromną przestrzenią bagażową i obietnicą zasięgu do 430 km!
Škoda kontynuuje kampanię promującą najnowszy miejski samochód o nazwie Epiq. Chociaż na oficjalną premierę (zaplanowaną na 19 maja w Zurychu) przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać, marka udostępniła właśnie wirtualne szkice ukazujące kabinę pojazdu. Wnętrze zaprojektowano w duchu nowego języka „Modern Solid”, z poziomą, szeroką deską rozdzielczą i dwuramienną kierownicą, co wizualnie ma powiększać przestrzeń.
Wzrok przykuwa przede wszystkim ogromny, 13-calowy wyświetlacz centralny odpowiedzialny za nawigację i multimedia, oraz mniejszy, zaledwie 5,3-calowy ekran za kierownicą, z którego kierowca odczyta podstawowe parametry jazdy.
Co ciekawe, w dobie wszechobecnej „klawiszofobii”, Czesi zlitowali się nad kierowcami i zachowali tuż pod ekranem fizyczne przyciski ułatwiające sterowanie klimatyzacją.
Przestrzeń i materiały z recyklingu
Zbudowany na nowoczesnej platformie MEB+,którą będzie dzielił z nadchodzącymi modelami VW i Cupry, Epiq, choć jest autem segmentu B, zachwyca przestrzenią załadunkową. Bagażnik po złożeniu oparć oferuje potężne 1344 litry przestrzeni, a przy standardowym ich rozłożeniu zyskujemy niemal 480 litrów na bagaże.
Producent mocno podkreśla ekologiczny charakter auta. Fotele w najnowszym „elektryku” wykończone zostały specjalnym materiałem PES, wykonanym w 100% z przetworzonych butelek PET. Dopełnieniem całości są miękkie obicia dolnej części kokpitu i nastrojowe oświetlenie ambientowe, co według projektantów ma zapewnić „salonowy” klimat.
Co znajdziemy pod maską i za ile?
Klienci będą mieli do wyboru trzy warianty napędowe. Model startowy, Epiq 35, zaoferuje baterię 38,5 kWh oraz moc rzędu 114 KM, a jego mocniejszy brat bliźniak – Epiq 40 – przy tej samej baterii „wyciągnie” już 133 KM.
Zasięg w obu przypadkach szacowany jest na ponad 310 kilometrów. Topowa, najciekawsza odmiana Epiq 55 otrzyma potężniejszą baterię 55 kWh i moc 208 KM, co pozwoli na pokonanie nawet 430 km na jednym ładowaniu i sprint do „setki” w 7,4 sekundy.
Szczególnie zachęcająca wydaje się obiecywana przez Škodę cena. Szacuje się, że podstawowy model będzie startował z pułapu ok. 25 tys. euro (ok. 107 tys. zł), co zrównałoby go z podobnie wyposażonym, spalinowym modelem Kamiq. To niezwykle odważne zagranie ze strony przedstawicieli czeskiej marki, mające na celu popularyzację elektryfikacji.
Nareszcie ciekawy elektryk
Patrząc na pierwsze szkice i zapowiedzi, nie mogę wyjść z podziwu dla pragmatyzmu Czechów. Zamiast ogromnych, niepraktycznych czołgów dostajemy zgrabnego SUV-a, który bez problemu zaparkuje pod osiedlowym dyskontem, a do bagażnika wrzucimy spory ładunek po wyjściu ze sklepu meblowego (blisko 1350 litrów przestrzeni przy tych wymiarach to mistrzostwo).
Bardzo cieszy mnie powrót do fizycznych klawiszy, wszak dotykowe suwaki bywają koszmarem w trasie. Jeśli cena Epiqa na naszym rynku faktycznie zrówna się z modelem spalinowym, a produkcja w Hiszpanii pójdzie bez problemów, Škoda właśnie rozbija bank w segmencie tanich „elektryków”.
Źródło: Skoda
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.











Dodaj komentarz