>

Przejechał elektrycznym Mustangiem 400 tysięcy kilometrów. Stan baterii jest bardziej niż zaskakujący!

Ford Mustang Mach-E przez wielu jest uważany za jeden z najciekawszych, choć niekoniecznie tanich „elektryków”. Jak się okazuje, jego niewątpliwym atutem jest bateria, która potrafi wytrzymać naprawdę solidne przebiegi.

Jednym z wielu problemów związanych z samochodami elektrycznymi, które są regularnie podnoszone przez potencjalnych nabywców tych samochodów, jest wątpliwa żywotność baterii. W wielu samochodach już po przejechaniu 100-150 tysięcy kilometrów wymiana ogniw jest wręcz wymagana, co niestety podnosi koszty ich eksploatacji.

400 tysięcy kilometrów elektrykiem. Jak z baterią?

Są jednak samochody, które potrafią zaoferować nam znacznie większy przebieg, co pokazuje przykład jednego z egzemplarzy Mustanga Mach-E. Jeden z jego nabywców od 2022 roku przejechał tym autem aż 400 tysięcy kilometrów. To oczywiście rodziło wątpliwości dotyczące stanu baterii.

fot. Ford

Jak się jednak okazało, zastosowane w tym modelu ogniwo znakomicie zniosło bardzo duży przebieg. Przegląd wykonany w oficjalnym serwisie Forda, a następnie potwierdzony przez głównego inżyniera tego modelu pokazał, że bateria w trakcie 400 tysięcy kilometrów straciła tylko 8 proc. swojej pierwotnej wartości.

Wynik testu robi wrażenie

To zaskakujący wynik pokazujący, że problem szybkiej degradacji baterii elektrycznych nie jest problemem dotyczącym każdego samochodu z takim napędem. Posiadacz tego samochodu zaznacza także, że kompleksowo dbał o swój pojazd na przestrzeni trzech lat od jego zakupu na różnych płaszczyznach. 

fot. Ford

Samochód był głównie ładowany w domu za pośrednictwem oficjalnej ładowarki Forda. Ponadto dokonywał on regularnych przeglądów w autoryzowanych centrach serwisowych. Co ciekawe, kierowca korzysta nadal z oryginalnych klocków hamulcowych dzięki wykorzystaniu technologii hamowania regeneracyjnego.

Ten wyjątkowy przykład nie zmienia jednak faktu, że poprawa jakości baterii montowanych w samochodach elektrycznych to absolutny klucz do zwiększenia popularności elektryków. To bowiem naprawdę drogi element, który często niweczy potencjalne oszczędności pochodzące z ładowania prądem zamiast tankowania na stacji.

źródło

Amadeusz Cyganek

Komentarze

  • Wszędzie ta masońska propaganda nam jest wpychana do głów, tych łobuzów, tych bandytów, tych złodziei w białych kitlach. żal patrzeć na to wszystko co robią z umysłami dorosłych ludzi...

  • Powiedzieli ludziom że biorą miliardy na rozbudowę infrastruktury sieci elektrycznej, aby mirki i mirabelki podczas ładowania elektryków w niedziele przed mszą sumą, nie zaorali Zeorka. I aby linie energetyczne wytrzymały. Tymczasem Jan Białek to sprawdził ten gość od książki tech 2. No i sieć energetyczna wcale nie pobiera więcej prądu, nic się nie zwiększyło z rozbudową i poborem. Powiedzieć wam dlaczego? Ponieważ oni mają w planie aby mało kogo było stać na samochód elektryczny poza elitami. No a kasa na rozbudowę sieci elektrycznych poszła do ich kieszeni.

  • A te dzieci co giną w kopalniach w Afryce lub zostają zjedzone przez aligatory by wydobywać metale ziem rzadkich dla tych ekologicznych baterii? Nie czekaj wróć, wyprodukowanie takiej baterii nie jest wcale takie ekologiczne jak naprawa starego diesla. Wyprodukowanie elektryka tworzy o 80% więcej CO2 do atmosfery niż wyprodukowanie benzyniaka. Ale bila gatesa to nie obchodzi, cała ta ekologa, tylko ludzie mają nie mieć samochodów, klasa średnia.