W ofercie marki Kross pojawił się właśnie nowy, bardzo interesujący rower elektryczny typu MTB. Dust Boost to bowiem pierwszy jednoślad tej marki bazujący na nowym silniku od DJI -Avinox M2.
Kross rozpoczyna zupełnie nowy rozdział, jeśli chodzi o ofertę jednosladów z napędem elektrycznym. Czas bowiem na premierę pierwszego roweru zaprojektowanego i wyprodukowanego przez markę z Przasnysza, która wykorzystuje jeden z najciekawszych silników ostatnich miesięcy – DJI Avinox M2.
Klasyczny, ale ze sporym zapasem mocy
Mowa o modelu Kross Dust Boost 1.0 800, a więc bardzo oszczędnym w swoim wyrazie, ale jednocześnie klasycznie prezentującym się elektrycznym rowerze MTB typu hardtail. To rower, który oferuje bardzo ciekawy stosunek jakości do ceny – a ta została ustalona na poziomie 13 999 złotych.
W tej cenie otrzymujemy sprzęt bazujący na wspomnianym już centralnym silniku od DJI – Avinox M2 to nieco słabsza od premierowych jednostek tego producenta, ale nadal oferująca nam moment obrotowy sięgający aż 110 Nm. Mamy tutaj także funkcjonalny, kolorowy wyświetlacz Avinox DPC100.
Kross postarał się także o słusznych rozmiarów baterię – jej pojemność to 800 Wh i możemy ją w każdej chwili zdemontować w celu ładowania. Zasięg? Jak na taki silnik naprawdę dobry, bowiem producent obiecuje nawet 120 km na jednym ładowaniu. Napęd to już znacznie bardziej klasyczna półka.
Hamulce i zawieszenie? Dobre, markowe
Rower korzysta bowiem z możliwości osprzętu Shimano Cues z 11-rzędową kasetą. Hamulce także wypadają bardzo dobrze – to czterotłoczkowe Shimano MT420 z tarczą 203 mm z przodu oraz 180 mm z tyłu. Amortyzacja? Zapewnia ją widelec RockShox Psylo Silver RC o skoku 130 mm.
Cała konstrukcja waży niespełna 25 kg (dobry wynik) i bazuje na 29-calowych kołach z oponami WTB Peacekeeper o przekroju 2,4″. No cóż – trzeba przyznać, że premierowy model Krossa z silnikiem Avinox prezentuje się bardzo obiecująco, a to przecież nie koniec. Czekamy na kolejne propozycje!
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.










Cieszę się, że pochodzę jeszcze z pokolania, gdzie zasięg na rowerze uzależniony był od wytrenowania, a nie zastosowanej baterii.