Engwe P275 SE to rower elektryczny, który na pierwszy rzut oka wygląda jak idealny rower do miasta. Przyzwoita cena, niezła specyfikacja, klasyczny wygląd – to zestaw cech nie do przecenienia. Tylko czy ten jednoślad faktycznie sprawdza się w codziennym użytkowaniu? O tym przeczytacie w teście.
Spis treści
Engwe to marka, która jest coraz bardziej rozpoznawalna. Jeszcze niedawno wiedzieli o niej tylko zapaleni miłośnicy anonimowych jednośladów kupowanych w chińskich sklepach wysyłkowych, a teraz ma ona swoje oficjalne sklepy internetowe w wielu popularnych krajach, w tym Polsce. Zmienił się także nieco profil działalności.
Choć nadal podstawę oferty Engwe stanowią składane rowery, to coraz częściej pojawiają się w niej modele z klasyczną ramą. Przejawem zmiany kierunku był chociażby nasz test modelu Engwe MapFour N1 Air ST, a więc jednośladu bazującego na karbonowej ramie, wyposażonego w moduł GPS. Nieco inny charakter przybiera model P275 SE.
To bowiem jednoślad, który wydaje się być skrojony pod potrzeby osób podróżujących po mieście. Rama z niskim przekrokiem ułatwia wsiadanie i zsiadanie z pojazdu, dodatkowo mamy tutaj bagażnik, komplet oświetlenia, szeroki pedały platformowe i elegancki, klasyczny wygląd.
Specyfikacja Engwe P275 SE
- Rama: aluminium
- Widelec: amortyzowany z blokadą
- Silnik: w tylnej piaście, 250 W
- Czujnik: tensometryczny
- Moment obrotowy: 42 Nm
- Koła: 27,5 cali, opony 1,95″
- Przerzutka tylna: Shimano Tourney, 7 biegów
- Hamulce: tarczowe hydrauliczne, 160 mm
- Bateria: 36 V, 13 Ah, 468 Wh, litowo-jonowe ogniwo
- Zasięg: 100 km
- Waga: 24 kg
- Ładowność: 120 kg
- Wyświetlacz: kolorowy LCD
Ile zapłacimy za Engwe P275 SE?
Engwe P275 SE możemy kupić w oficjalnym sklepie internetowym producenta. Jego standardowa cena to 5119 złotych, ale obecnie dzięki promocji z okazji Black Friday na jego zakupie możemy zaoszczędzić aż 410 złotych. Finalnie płacimy więc 4709 złotych, a dodatkowo w zestawie znajdziemy komplet błotników oraz frontowy bagażnik.
Co ważne, przesyłka odbywa się ze sklepy zlokalizowanego w Europie – omijają nas więc różnorodne dodatkowe opłaty związane z podatkiem VAT czy obsługą celną.
Rower w tej samej cenie możemy kupić także w sklepie internetowym sieci Decathlon, a także na Allegro.
Wygląd i montaż
Już na pierwszy rzut oka ten rower wzbudził moje zaufanie, choć oczywiście od rozpakowania do finalnej jazdy dzieli nas jeszcze montaż.
Ten na szczęście nie różni się poziomem skomplikowania od innych modeli tego producenta – musimy więc poświęcić ok. godziny na to, by przykręcić kierownicę, koła, błotniki czy bagażnik, a także zamontować oświetlenie o baterię. Na szczęście w zestawie znajdujemy komplet kluczy imbusowych co sprawia, że nie musimy szukać narzędzi po domowych schowkach i warsztatach.
Cała konstrukcja roweru waży raczej standardowo – producent deklaruje ciężar własny na poziomie 24 kilogramów, a pamiętajmy, że mowa o jednośladzie z kompletem błotników, dodatkową osłoną łańcuch czy bagażnikiem. Udźwig też wygląda standardowo – 120 kg to wartość obowiązująca w wielu podobnych jednośladach.
Warto także pamiętać o tym, że jest to rower bardzo funkcjonalny pod kątem przewożenia zakupów czy przesyłek – z przodu możemy bowiem zastosować wspomniany dodatkowy bagażnik o udźwigu 20 kg, więc zarówno z tyłu, jak i z przodu znajdziemy naprawdę solidną przestrzeń bagażową. A to w miejskich realiach spory atut.
Powtórzę raz jeszcze – jak na względnie tani rower elektryczny, Engwe P275 SE prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka. Rama została wykonana ze wzmocnionego stopu aluminium, a rower przybył do nas w błękitnym kolorze – moim zdaniem znacznie ciekawszym niż stonowana, szara stylistyka.
Co ważne, ma ona nieco nowoczesnego sznytu – rury zostały odpowiednio zakrawędziowane, dzięki czemu jednoślad prezentuje się znacznie efektowniej, niż tanie jednoślady bazujące na okrągłych rurach.
Osprzęt i funkcjonalność
Cieszy obecność amortyzowanego widelca – jest on wyposażony (w miarę potrzeby) w blokadę i znacznie uprzyjemnia jazdę w miejskiej przestrzeni. Co prawda jego skok jest niewielki, ale faktem jest, że pokonywanie krawężników czy jazda po nawierzchni szutrowej okazuje się znacznie bardziej stabilna.
Na pokładzie znajdziemy bezszczotkowy silnik umieszczony w piaście tylnego koła o momencie obrotowym 42 Nm. Do miasta i w okolice to wartość zupełnie wystarczająca, oczywiście jeśli nie zamierzamy się poruszać po terenie z dużymi wzniesieniami. Na wyposażeniu roweru znajdziemy także czujnik tensometryczny.
W kwestii napędu nie spodziewajmy się cudów – Engwe postawiło na sprawdzoną konstrukcję w postaci grupy Shimano Tourney z 7-rzędowym wolnobiegiem. Cieszy natomiast obecność hydraulicznych hamulców tarczowych o średnicy 160 mm, a bateria ma tutaj pojemność 468 Wh i jest ładnie spasowana w ramie. Co ważne, w każdej chwili można ją wyjąć, nie musimy więc ładować baterii w towarzystwie całego roweru.
Kierownica również zdradza typowo miejski charakter roweru – jest ona zaokrąglona, ale wygodna w obsłudze – umieszczono na niej także kolorowy wyświetlacz LED. Na plus działa także poprowadzenie okablowania w ramie – coś, co nie zawsze jest standardem wśród rowerów w tej półce cenowej.
Engwe P275 SE / fot. mobiManiaK.pl
Jak się jeździ tym rowerem? Pozytywne zaskoczenie
Już pierwsze kilometry spędzone za kierownicą Engwe P275 SE zdradzają jedno – to naprawdę wygodny rower elektryczny. Od jednośladu za 5000 złotych raczej trudno spodziewać się wielu wybitnych odczuć, ale szczerze powiedziawszy byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.
Rower jeździ bardzo płynnie i – co ważne – równie gładko przyspiesza. To oczywiście zasługa zastosowania czujnika tensometrycznego, który reaguje na nacisk na pedał w zaledwie 50 milisekund. Oznacza to, że wsparcie ze strony silnika elektrycznego jest uruchamiane praktycznie od razu, a przy tym jest odpowiednio płynne.
Całość jest ponadto odpowiednio skalibrowana dzięki autorskiemu systemowi E-SATS, na który składa się odpowiednio zaprojektowany algorytm i technologia Smatt Axle Torque System. Ten zestaw pozwala na redukcję odchylenia czasu redukcji pedału do zaledwie 1%, co podnosi sprawność całego systemu tego e-bike.
Płynne wspomaganie to potężna zaleta
Efekt? Wspomaganie działa naprawdę dobrze, a rower nie szarpie po odpuszczeniu pedałowania czy zmianie poziomu wspomagania. Całkiem gładko odbywa się także odcięcie wspomagania ze strony silnika przy przekroczeniu prędkości 25 km/h – odczuwamy wyłącznie nieco bardziej wymagające pedałowanie. No i dzięki temu rower w pełni spełnia wymagania unijne dotyczące elektrycznych jednośladów.
Co ważne, cała konstrukcja wydaje się być naprawdę solidnie przemyślana. Poszczególne elementy są dobre spasowane i naprawdę nie czujemy, że jeździmy względnie tanimi rowerem. Silnik jest rzecz jasna słyszalny, ale nie na tyle, byśmy zaprzątali sobie nim głowę, a pokonywanie nierówności nie generuje dodatkowych stuków i skrzypień. Płynnie reaguje także amortyzowany widelec – mimo iż ma niewielki skok, to komfort jazdy zwiększa się tutaj po wielokroć w porównaniu do najtańszych, elektrycznych mieszczuchów ze sztywnym widelcem bądź amortyzacją z najniższej półki.
Rower także bardzo szybko przyspiesza i sprawnie reaguje na zmiany poziomów wspomagania. Jest ich pięć, ale szczerze powiedziawszy podczas jazdy po mieście trudno odczuć kolosalną różnicę w osiągach pomiędzy poszczególnymi trybami. Dopiero podczas podjazdów na górę warto wykorzystać większą moc silnika, ale poza tym naprawdę nie czuć potrzeby nadmiernego drenowania baterii. Warto także wspomnieć o możliwości skorzystania z trybu pieszego, a więc prowadzenia roweru z prędkością 6 km/h.
Obsługa wyświetlacza jest bardzo prosta – całość sterowana jest za pomocą trzech przycisków, dzięki którym uruchamiamy wspomaganie, wybieramy jego poziom czy też włączamy oświetlenie. Ekran jest bardzo czytelny, zawiera wszystkie potrzebne informacje na temat prędkości czy pozostałego zasięgu. Nic więcej tak naprawdę tutaj nie potrzeba.
Rower osadzono na 27,5-calowych oponach o przekroju 1,95” marki CST – są one zoptymalizowane pod kątem e-bike’ów, a ich bieżnik jest typowo miejski. Wygoda jazdy jest gwarantowana, ale nie są one na tyle szerokie, by pozwolić sobie na gwałtowne manewry.
Hydrauliczne tarczówki cieszą, ale do ideału daleko…
Sporym zaskoczeniem „in plus” jest obecność hydraulicznych hamulców tarczowych. To
rzecz zdecydowanie ponad standard w tym segmencie cenowym – tarcze o średnicy 160
mm przekładają się na naprawdę solidne i sprawne hamowanie, ale trzeba tutaj wrzucić
mocną łyżkę dziegciu w tę beczkę miodu.
Po pierwsze – hamulce dość długo się docierają i zwłaszcza z przodu czy nieco mocniejszym dohamowaniu po prostu je słychać. Po drugie – przy bardzo mocnym, awaryjnym hamowaniu wyczuwalne są zauważalne wibracje. Oczywiście – to znacznie pewniejszy sposób na redukcję prędkości podczas jazdy niż klasyczne V-brake’i, ale z pewnością nie są to „hydrauliki z wysokiej półki”.
Warto także wspomnieć, że hamulce nie posiadają specjalnego czujnika, który odłącza wspomaganie po naciśnięciu klamki. To raczej standard w przypadku rowerów elektrycznych, ale Engwe nie pierwszy raz idzie w tej kwestii pod prąd. Na szczęście obecność czujnika tensometrycznego nieco niweluje ten problem, bo obsługa silnika jest odcinana w momencie przerwania pedałowania.
Napęd to klasyka, która potrafi sprawiać problemy
Szału nie robi także napęd – mamy tutaj klasyczną grupę osprzętu Shimano Tourney z 7- rzędowym wolnobiegiem, która do spokojnej jazdy wystarczy, ale jeśli lubicie dynamicznie wachlować przełożeniami, to problemy ze sprawną zmianą mogą dawać się we znaki. To prosty, sprawdzony mechanizm, który jednak potrafi momentami sprawić problemy, a dodatkowo mocno ogranicza nas w kontekście maksymalnej prędkości osiąganej podczas pedałowania. No ale pamiętajmy – to nie jest rower na wyścigi.
Jest to za to rower na niespecjalnie sprzyjające warunki atmosferyczne – cała konstrukcja spełnia wymagania normy IP54 w zakresie odporności na zachlapania i zapylenia. Obecność błotników pozwoli nam ograniczyć ewentualne nieprzyjemności płynące z rozbryzgującej się wody i błota spod opon, a dodatkowo mamy tutaj osłonę łańcucha, która uchroni nas od przypadkowego wplątania nogawek w łańcuch. A dodatkowo oczywiście zwiększa to jego żywotność.
Bardzo pozytywne wrażenie sprawia także oświetlenie – tylne światło jest sprzężone z hamulcem i dobrze widoczne, natomiast frontową lampkę obsługujemy z poziomu wyświetlacza LED. Widoczność jest naprawdę niezła podczas jazdy po zmroku, choć oczywiście zastosowanie lampek wyższej klasy zdecydowanie nie zaszkodzi.
Bateria jest bardzo przyzwoita
Bateria w przypadku Engwe P275 SE ma pojemność 468 Wh, co według producenta ma wystarczyć na przejechanie 100 km na jednym ładowaniu przy skorzystaniu z najniższego, pierwszego poziomu wspomagania. Z przyjemnością mogę ogłosić, że jest to wynik jak najbardziej możliwy do osiągnięcia w realiach spokojnej jazdy po mieście. To cieszy, bowiem ładowanie baterii nie będzie w wielu przypadkach częstą koniecznością.
Engwe P275 SE / fot. mobiManiaK.pl
Tym bardziej, że za pośrednictwem dołączonej do rowery ładowarki trwa ono naprawdę sporo – mowa bowiem o 6-7 godzinach potrzebnych do uzupełnienia energii w pełni. Na szczęście baterię możemy wyjąć i załadować bez konieczności wprowadzania roweru do mieszkania czy pokoju dziennego. Bateria jest także zabezpieczana kluczykiem, co jest oczywiście często spotykanym standardem.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku korzystania z wyższych poziomów wspomagania. Dystans 65 km na piątym poziomie wspomagania jest raczej nieosiągalny – trzeba liczyć, że przejedziemy ok. 15-20 km mniej. Inna sprawa, że jazda na maksymalnym wspomaganiu po mieście jest bez sensu – różnice w kontekście odczuwanej asysty ze strony silnika są stosunkowo niewielkie i powodują mocniejszy drenaż baterii bez odczuwania większej korzyści.
Warto także pochwalić producenta za dobór siodełka – jest ono miękkie i wygodne, co jest nie do przecenienia biorąc pod uwagę mocno wyprostowaną sylwetkę rowerzysty podczas jazdy. Stosowanie popularnych „pampersów” podczas dłuższej jazdy nie ma tutaj żadnego uzasadnienia – dzięki frontowej amortyzacji jest po prostu komfortowo.
Aplikacja jest, ale po co?
Producent zachęca także do korzystania z oficjalnej aplikacji Engwe, ale szczerze powiedziawszy nie widzę większego sensu, by z niej korzystać – nie znajdziemy tam nic więcej, co w przypadku komputera rowerowego, więc jest to absolutnie zbyteczny dodatek. Warto jednak pamiętać, że jest to aplikacja uniwersalna w przypadku innych modeli producenta, które są często wyposażone m.in. w alarm czy geolokalizację, a to zdecydowanie zmienia postać rzeczy i jej zastosowanie w praktyce.
To ładny, klasyczny rower elektryczny. Czy warto go kupić?
Engwe P275 SE to do bólu klasyczny elektryczny jednoślad, który jest wręcz skrojony pod wymagania osób szukających fajnego i przystępnego cenowo roweru elektrycznego do miasta. Ładny design, sensowny silnik, dobry zasięg na jednym ładowaniu i sprawnie działające wspomagania to argumenty, które w miejskiej przestrzeni wymagającej od nas regularnych zmian prędkości są nie do przecenienia.
Cieszy także obecność hydraulicznych hamulców tarczowych zamiast często spotykanych w niskim segmencie cenowym hamulców szczękowych, a także kompletny zestaw akcesoriów, dzięki którym rower jest gotowy do jazdy od razu po złożeniu.
Oczywiście nie jest to rower bez wad – hydrauliczne hamulce zdecydowanie nie są z wysokiej półki, a leciwy, 7-biegowy napęd od Shimano potrafi utrudnić płynną jazdę, ale są to mankamenty, które w cenie ok. 5000 złotych zdecydowanie można przełknąć. Można także ponarzekać na długi czas ładowania baterii, ale znów – nie jest to proces, którego nie możemy zaplanować np. na godziny nocne.
Engwe P275 SE / fot. mobiManiaK.pl
Bo tak naprawdę trudno czepiać się tutaj szczegółów – Engwe P275 SE dobrze wywiązuje się z roli, do której został stworzony, a więc daje możliwość sprawnego i komfortowego przemieszczania się po mieście czy niezbyt wymagającym, pozamiejskim terenie. A przy tym naprawdę ładnie wygląda i jest praktyczny także dla osób często zabierających ze sobą różnorodne mniejsze ładunki, takie jak zakupy czy paczki z przesyłkami.
Dlatego też jeśli szukasz zgrabnego, wygodnego i sensownie zaprojektowanego roweru z niską ramą za ok. 5000 złotych, to jestem skłonny ten model zdecydowanie polecić. To bez wątpienia jeden z bardziej udanych rowerów elektrycznych tego producenta i potwierdzenie, że w stosunkowo niskiej cenie jesteśmy w stanie kupić naprawdę solidny i bardzo przyzwoity pod kątem specyfikacji elektryczny jednoślad.
|
ZALETY
|
WADY
|
Sprawdź także nasze inne testy rowerów elektrycznych:
- Engwe MapFour N1 Air ST – lekki, karbonowy rower elektryczny z GPS
- Engwe EP-2 3.0 Boost – składany, niedrogi i w pełni legalny
- Vakole VT4 – jest niedrogi i ma lekką, aluminiową ramę
- Engwe L20 SE – bagażowy składak na zakupy i do szkoły
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
































Hamulce działają świetnie. Musiałeś trafić felerny egzemplarz, który ci piszczy.