Zastanawiasz się, jaki monitor kupić? Już nie musisz – przygotowaliśmy zestawienie polecanych monitorów komputerowych, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Oto nasz TOP-10 monitorów na koniec 2026 roku.
Spis treści
Monitor na stanowisku komputerowym ma zwykle centralne miejsce – bo zwyczajnie bez niego ciężko byłoby korzystać z komputera. Często jest też dobierany do laptopa, by zwiększyć przestrzeń roboczą. W obu wypadkach kluczowe pozostaje pytanie, jaki monitor kupić, aby później tego nie żałować?
Chcąc ułatwić Wam wybór spośród naprawdę setek modeli, postanowiłem stworzyć ranking monitorów komputerowych, w którym uwzględniłem zarówno propozycje budżetowe, jak i flagowe – OLED-y, jak i „zwykłe” IPS-y.
W moim TOP-10 polecanych monitorów przygotowałem propozycje do gier, dla profesjonalistów (obróbka foto/wideo), a także te bardzo uniwersalne. Będą modele z niskim i wysokim odświeżaniem, z wyższą i niższą rozdzielczością, mniejsze i większe, tanie, jak i drogie. Każdy na swój sposób wyjątkowy i godny polecenia.
Czym kierowałem się, tworząc to zestawienie najlepszych monitorów dla każdego? Przede wszystkim postawiłem na modele sprawdzone, opłacalne i oferujące „coś dodatkowego” względem konkurencji.
Warto też pamiętać, że polecane monitory w TOP-10 mają różne warianty – tak w kontekście odświeżania, jak i wielkości – dzięki czemu zawsze można się choćby zastanowić nad większą bądź mniejszą przekątną ekranu.
Mój TOP-10 monitorów w 2026 roku zaczynam od pozycji zdecydowanie bezkompromisowej.
Zaczynamy od topowej propozycji – Samsung Odyssey OLED G8 jest z założenia świetnym wyborem dla graczy, ale nie zmienia to faktu, że w zasadzie sprawdzi się w każdych warunkach. To najwyższa półka.
Mamy tutaj 32-calowy panel QD-OLED czwartej generacji Penta Tandem o rozdzielczości 4K (3840 x 2160 pikseli) oraz wysokie odświeżanie 240 Hz z obsługą NVIDIA G-sync oraz AMD FreeSync Premium Pro.
Gamingowe zacięcie tego modelu widać także po wyglądzie, a skoro już o nim – dołączona podstawa umożliwia regulację zarówno wysokości, jak i odchylenia ekranu. Jest też funkcja pivot.
Panel jest błyszczący, jednak pokryto go specjalną warstwą antyrefleksyjną Glare Free, która – według producenta – o połowę redukuje problem niechcianych odbić.
Nie zabrakło też obsługi treści HDR (wliczając w to wsparcie dla HDR10+ Gaming) i certyfikatu VESA DisplayHDR True Black 500. A skoro już o nim, standardowa jasność tego monitora dochodzi do 500 nitów, natomiast może się on rozświetlić w peaku do aż 1000 nitów.
Monitor jest fabrycznie kalibrowany, a to dobra informacja nie tylko dla graczy, lecz również dla osób, które chciałyby wykorzystać go do pracy z multimediami.
Producent chwali się 99% pokryciem gamutu DCI-P3, co w połączeniu z idealną czernią panelu QD-OLED daje spore możliwości w profesjonalnej edycji zdjęć i filmów.
Nie trzeba się też przejmować wypaleniami – monitor wykorzystuje technologię OLED Safeguard+, czyli zestaw autorskich pomysłów Samsunga na minimalizowanie ryzyka zużywania się pikseli.
Trzeba też wspomnieć o dostępnych złączach – koreański producent oferuje dwa porty HDMI 2.1 oraz pojedyncze gniazdo DP 2.1. Jest też USB-C z Power Delivery, Jack 3,5 mm czy dwa złącza USB-A 3.2 Gen 1.
Na koniec warto też wymienić zgodność ze standardem VESA 100, dzięki czemu możemy monitor powiesić na własnym ramieniu/uchwycie monitorowym.
Omawiana 32-calowa wersja Samsung Odyssey OLED G8 kosztuje obecnie 3599 złotych.
Jest jeszcze wariant mniejszy (27″), który można kupić już za 3099 złotych, a oferuje zbliżone parametry i funkcjonalność.
Teraz czas na coś z niższej półki cenowej. Philips 24E2N1110 to zdecydowanie bardzo ciekawy, tani monitor.
Sprzęt został oparty na 24-calowej matrycy IPS z podświetleniem W-LED, który prócz standardowej rozdzielczości FHD (1920 x 1080 pikseli) oferuje 120 Hz odświeżanie. Patrząc na te parametry i pamiętając, ile takie monitory kosztowały jeszcze kilka lat temu, aż łezka może się zakręcić w oku.
To dobry monitor dla każdego – tak mniej wymagającego gracza, pracownika biurowego, jak i osoby, która hobbistycznie zajmuje się obróbką foto/wideo.
To za sprawą naprawdę dobrze skalibrowanej matrycy, co w tej półce cenowej jest zdecydowanie nieoczywiste. Mamy tutaj też wyższy, niżeli standardowy dla paneli IPS kontrast, co nieco pomaga poprawić czernie – ale tylko nieco.
Ciekawe jest podejście producenta do portów – mamy tutaj HDMI 1.4 oraz D-SUB (VGA) i… tyle. Widać, że Philips celuje nie tylko w użytkowników prywatnych, ale też biura, które chciałyby wymienić swoje stare monitory, jednak dalej mają komputery wyposażone w analogowe wyjścia graficzne.
Warto też wspomnieć o podstawce, która oferuje mały (ale jednak) zakres regulacji góra-dół oraz odchylenia. Jest też możliwość powieszenia go na uchwycie bądź ramieniu monitorowym zgodnym ze standardem VESA 100.
I na koniec najlepsze – cena. Philips 24E2N1110 kosztuje tylko 299 złotych. Możliwe, że to najbardziej opłacalny, nowy monitor na polskim rynku, jaki obecnie dostaniecie.
Przechodzimy do kolejnej kategorii produktowej, w której mogę polecić TCL 27P2A PRO, czyli tani monitor mini-LED.
Nie dość, że mamy tutaj wspomniane podświetlenie ze 180-lokalnymi strefami wygaszania, to jeszcze dostajemy matrycę IPS, o rozdzielczości WQHD (2560 x 1440 pikseli) oraz odświeżaniu aż 320 Hz.
Jest to więc monitor ukierunkowany w stronę graczy, ale nie tylko, o czym zaraz. Trzeba też wspomnieć o jasności do 800 nitów, czy certyfikacie Display HDR 600.
Mamy w tym monitorze cechy, które pokochają gracze – tak w kontekście szybszych tytułów (wysokie odświeżanie), jak i w kontekście RPG-ów, w których można podziwiać grafikę (wysoka ostrość obrazu, HDR).
To w połączeniu z dobrze ustawioną kolorystycznie matrycą daje także możliwości obejrzenia w naprawdę fajnej jakości filmów czy seriali. Swoje znajdą tutaj też osoby, które chciałyby się zająć (bądź już to robią) obróbką foto-wideo.
Miałem okazję z tego monitora korzystać dzięki uprzejmości mojego przyjaciela (dzięki Artur!) i „pomierzyć to i owo”. Zdecydowanie kolorystyka prosto z pudełka nie jest czymś, na co powinno się w tak wycenionym monitorze narzekać. Mamy też predefiniowane tryby, choćby ten pod sRGB, który radzi sobie naprawdę dobrze.
Grzechem byłoby nie wspomnieć w końcu o podstawce, która może nie należy do najstabilniejszych, ale oferuje fajną regulację wysokości, pochylenia i wreszcie funkcję pivot.
Na koniec pytanie najważniejsze: ile ten monitor kosztuje, że to taka „petarda” godna polecenia? Mniej niż 1100 złotych, a coś mi mówi, że w najbliższym czasie może zejść nawet poniżej granicy 1000 złotych.
Jak już proponuję dla każdego coś dobrego, to nie mogłem też wybrać przynajmniej jednego dobrze wycenionego monitora ultrawide. Wybór padł na model holenderskiego producenta.
Philips Evnia 34M2C3500L oferuje zakrzywioną, 34-calową matrycę Fast VA, która wyróżnia się mniejszym smużeniem względem tradycyjnych paneli VA. Jest też 180 Hz odświeżanie i rozdzielczość UWQHD (3440 x 1440 pikseli). Zaczyna się więc naprawdę ciekawie.
Monitor ma do zaoferowania dobrze działający tryb sRGB, na którym przekłamanie barw jest na niskim poziomie, co zwyczajnie przekłada się na – chociażby – możliwości użycia go w „lekkich” pracach fotograficznych. Oczywiście, nie będzie to profesjonalny sprzęt do tego, ale i z tym sobie poradzi.
Gracze też nie powinni narzekać na jakość obrazu, również z uwagi na wysoki kontrast 4000:1, dzięki czemu dostajemy dużo lepszą czerń niżeli na panelach IPS.
Dobrze wypadają też kąty widzenia, co przy zakrzywionym monitorze nie jest bez znaczenia. Monitor da radę powiesić z użyciem uchwytu zgodnego z VESA 100.
Na moment tworzenia tego zestawienia Philips Evnia 34M2C3500L jest dostępny w kwocie 929 złotych, co (patrząc na to, co monitor ma do zaoferowania) jest zwyczajnie niską ceną. Oczywiście, nie jest idealny i dla każdego, ale w tej cenie nie da się znaleźć monitora idealnego.
Czas na propozycję stricte dla fotografów – a tym Asus ProArt PA279CRV zapewne przypadnie do gustu.
Monitor korzysta z matrycy IPS, która cechuje się przekątną 27″, bardzo wysoką rozdzielczością 4K (3840 x 2160 pikseli) oraz – rzecz jasna – świetnym odwzorowaniem barw w poszczególnych gamutach.
Mamy więc wybitną ostrość obrazu, połączoną z pokryciem 100% sRGB, a do tego 99% w przypadku Adobe RGB oraz DCI-P3, które zwykle użytkowane są w przypadku materiałów HDR.
Obsługiwany jest tutaj także HDR z uwagi na obecność certyfikatu Display HDR 400. W takim trybie jest w stanie rozświetlić się do 400 nitów, z kolei standardowo – do 350 nitów.
Minusem będzie 60 Hz odświeżanie, jednak w przypadku pracy fotografa nie jest to argument, który miałby podważyć sens wyboru takiego sprzętu. Co ciekawe, otrzymujemy tutaj głośniki stereo (choć nie najwyższych lotów, wiadomo).
Nie zabrakło także filtra światła niebieskiego, czy redukcji migotania, tak, by oszczędzać nasze oczy. Dostajemy w zestawie z omawianym monitorem także podstawkę, która umożliwia dostosowanie wysokości, nachylenia czy funkcji pivot. Wszystko, by odpowiednio dopasować sprzęt pod kątem ergonomicznym.
Mamy w końcu USB-C z Power Delivery o mocy 96 W, więc zawsze możemy zasilić monitorem np. laptopa, co jest naprawdę wygodnym rozwiązaniem.
Asus ProArt PA279CRV kosztuje obecnie 1649 złotych, co zdecydowanie nie jest małą kwotą. Patrząc jednak na to, jak dobrze odwzorowuje on barwy i jak dużo daje „prosto z pudełka”, myślę, że jest to opcja warta przemyślenia.
Tę propozycję zdecydowanie docenią gracze, ale też i osoby, które lubią użyć monitora do obejrzenia filmu czy serialu.
Mamy tutaj matrycę Fast VA, która została połączona z podświetleniem mini-LED, oferującym 336 strefy lokalnego wygaszania. To przekłada się na bezapelacyjnie ciekawe możliwości.
AOC Q27G3XMN/BK cechuje się też rozdzielczością 2560 x 1440 pikseli oraz odświeżaniem 180 Hz – choć tutaj trzeba pamiętać, że panele VA mają to do siebie, że… smużą. Ten konkretny model na szczęście nie jest mimo wszystko problematyczny w tym zakresie.
Mamy tutaj też realnie działający HDR 1000, czyli – inaczej mówiąc – monitor ten faktycznie jest w stanie rozświetlić się w trybie HDR do 1000 nitów, co jest świetną wartością.
Wiele mówi także fakt, że przy pełnym oknie w trybie SDR jesteśmy w stanie osiągnąć aż 600 nitów, co przydaje się przy korzystaniu z niego w jasnym pomieszczeniu.
Ekran oferuje także bardzo wysoki kontrast – nawet jak na panel VA (bo te już same z siebie zwykle oferują kontrast na poziomie 4000:1). Tutaj jednak mówimy o wartości nawet 50000:1, zależnie od ustawień.
Na koniec warto wspomnieć o podstawce, która oferuje możliwość dopasowania wysokości monitora, jak i pochylenia. Jest też pivot i możliwość powieszenia na uchwycie ze standardem VESA 100, co nie jest takie oczywiste w tym budżecie.
Skoro już o cenie mowa… AOC Q27G3XMN kosztuje niecałe 1100 złotych, czyli bardzo podobnie, jak wspominany TCL. Jest on jednak trochę bardziej uniwersalny, bo nie jest tak jednoznacznie nastawiony na graczy.
Znowu schodzimy do niższej półki cenowej, w której jednak znajdziemy naprawdę fajny monitor dla graczy – ale nie tylko, chociaż oni otrzymują tutaj chyba najwięcej.
Gigabyte G27Q20 bazuje na 27-calowej matrycy SuperSpeed IPS, która cechuje się rozdzielczością 2560 x 1440 pikseli oraz odświeżaniem aż 200 Hz. W tej cenie to parametry, które osiąga realnie niewiele monitorów. Co można jeszcze pochwalić w tym panelu to jasność, która to dobija do 350 nitów.
Kolorystyka jest dobra, nie ma problemów z opóźnieniami, kontrast jest w porządku, a do tego mamy tutaj do czynienia z panelem szeroko-gamutowym.
Będzie on trafiał – na ustawieniach domyślnych – przede wszystkim do osób, które lubią naprawdę bardzo żywe (choć niekoniecznie trafnie odwzorowane) kolory. Oczywiście, znajdziemy tryb sRGB w ustawieniach, który sytuację te zmieni na „lepsze”.
Obecny jest także HDR10, ale nie zwracałbym nim sobie głowy, bo realnie nie wpłynie pozytywnie na wygląd tego, co widzimy.
Co jest jeszcze warte wspomnienia w tym miejscu, to fakt, że jest to monitor kompatybilny z G-Sync, a także FreeSync Premium. Przyjemna w użytkowaniu jest też podstawka, oferująca możliwość dopasowania wysokości, pochylenia oraz oczywiście obrót pivot-owy.
To wszystko dostajemy w cenie niespełna 670 złotych, co dla osób, które pamiętają, ile tego typu monitory kosztowały jeszcze kilka lat temu, jest zwyczajnie świetną sytuacją.
Istnieje także starszy model Gigabyte G27Q2, który jest w zasadzie identyczny – obecnie do kupienia za 649 złotych, ale jeżeli pojawiłby się w promocji poniżej 6 stówek, to warto go rozważyć w miejsce nowszego pobratymca.
Dell U2724D nie jest typowym „biurowcem” za parę stówek – to porządny monitor na 27-calowej matrycy IPS Black, która to cechuje się kontrastem 2000:1. Ma więc zauważalnie lepszą czerń od standardowego panelu IPS.
Prócz tego, trzeba też wspomnieć o 120 Hz odświeżaniu dla płynniejszej pracy czy rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli. To wszystko jest okraszone także innymi cechami, o których niżej.
Jedną z ważniejszych funkcji przy monitorze biurowym będzie dbanie o wzrok – mamy tutaj mocny filtr światła niebieskiego, który zmniejszać ma jego emisją do poziomu poniżej 35%. Prócz tego wysokie odświeżanie sprawia, że oczy mniej się męczą, z uwagi na płynniejsze ruchy kursora czy okien.
Zastosowany panel oferuje też świetne pokrycie kolejnych gamutów: 98% DCI-P3 i Display P3 oraz 100% sRGB, BT.709.
Jest więc w stanie zaoferować ciekawe parametry także osobom, które chciałyby wykorzystać ten sprzęt do obróbki fotograficznej.
Zastosowana podstawa zapewnia spory komfort w kontekście dopasowania, bo możemy dostosować wysokość, mamy funkcję pivot-a, dostosujemy też kąt pochylenia, a nawet obrócimy monitor w płaszczyźnie lewo-prawo. Lepiej się tego nie dało zrobić.
Warto też wspomnieć o portach USB-A 3.2 Gen 2, czy USB-C (jedna sztuka bez, a druga z Power Delivery 15 W), które również wpływają na wszechstronność tej propozycji.
Dell U2724D obecnie kosztuje 1399 złotych.
W sklepach można też znaleźć nowszy i lepszy Dell U2724DE – już z USB-C z Power Delivery o mocy 96 W, które wystarczy – na przykład – do zasilenia laptopa. Cena tego wariantu to jednak już niecałe 1800 złotych.
Wracamy do propozycji dla graczy, chociaż monitory QD-OLED oczywiście są swego rodzaju marzeniem wielu użytkowników, niekoniecznie pałających miłością do gier.
Wspomniałem już, co za matryca tutaj siedzi, więc warto przytoczyć sobie jej specyfikę – ma przekątną 27″, rozdzielczość 2560 x 1440 pikseli oraz odświeżanie aż 240 Hz. To, połączone z błyskawicznym czasem reakcji tworzy naprawdę fajny monitor do szybszych tytułów, ale oczywiście – nie tylko do nich.
Dzięki temu, że mamy tutaj matrycę QD-OLED, mamy idealne czernie, bo piksele zwyczajnie się wyłączają, dzięki czemu kontrast jest nieskończony. Niestety, z uwagi na to, że jest to „niepełny” panel OLED-owy, nie osiągniemy tutaj zatrważająco wysokich wartości jasności.
W SDR mówimy o jakichś 200 nitach na pełnym oknie, a jeżeli chodzi o HDR, liczyć możemy na spełnianie specyfiki certyfikatu HDR True Black 400 (tego ostatniego jednak nie ma, bo producent przyoszczędził na certyfikacji).
Użyta podstawa nie ma w zasadzie żadnych możliwości regulacji pozycji ekranu, prócz jego pochylenia. Na szczęście mamy możliwość powieszenia monitora na ramieniu bądź uchwycie zgodnym z VESA 100.
AOC Q27G41ZDF jest ukierunkowany na dostarczenie jak najlepszej jakości obrazu, w możliwie niskiej cenie, dlatego sprzęt kupimy już za 1399 złotych, co zdecydowanie nie jest wygórowaną kwotą.
Jest też droższa opcja dla tych, którzy chcieliby mieć lepszą podstawę czy oficjalny certyfikat HDR True Black 400 – to bliźniaczy model AOC AGON PRO AG276QZD2, który kosztuje trochę więcej, bo 1599 złotych.
Skoro zestawienie polecanych monitorów otworzyliśmy z przytupem, tak z przytupem pasuje je zamknąć. Przed Państwem monitor 32:9, z zakrzywioną matrycą QD-OLED, który – dosłownie – Was otuli.
Philips Evnia 49M2C8900L cechuje się przekątną ekranu 49″ i rozdzielczością 5120 x 1440 pikseli, dzięki czemu może robić za dwa monitory 2560 x 1440 pikseli.
Przestrzeń robocza jest zwyczajnie ogromna, a sam zastosowany panel oferuje naprawdę przyjemne parametry, chociaż w jakimś stopniu ograniczone względem OLED-ów o tradycyjnych rozmiarach.
Monitor oferuje też odświeżanie 144 Hz, co może nie robi już tak wielkiego wrażenia, jednak nadal daje bardzo płynny obrazek. Oczywiście z uwagi na zastosowanie panelu QD-OLED, mamy tutaj nieskończony kontrast, co przekłada się na idealną czerń czy praktycznie brak smużenia.
Prócz tego, mamy tutaj certyfikat Display HDR True Black 400 i wręcz absurdalne wartości pokrycia niektórych gamutów – chociażby 153,1% w przypadku sRGB czy 125,2% jak chodzi o Adobe RGB, przynajmniej według zapewnień producenta.
Oczywiście, że to wyjątkowy monitor, to mamy też głośniki DTS Sound, łącznie 4 sztuki o mocy 7,5 W każdy. Oferuje również Ambiglow, czyli coś bardzo podobnego do Ambilight – technologi znanej z telewizorów tej marki.
Jest to jednak monitor, który wybiera się bardzo świadomie, bo choć ma swoje niezaprzeczalne plusy, to jest też ciężki, wielki oraz nie ma tak dobrych parametrów jasności, jak chociażby mniejsi konkurenci.
W tym wszystkim mniejsze znaczenie ma cena, bo Philips Evnia 49M2C8900L kosztuje 2999 złotych, co nie robi jakiegoś piorunującego wrażenia, tym bardziej za taki monitor.
Jest jeszcze nowszy wariant Philips Evnia 49M2C8900, który oferuje wyższe odświeżanie 240 Hz. Reszta raczej pozostała bez zmian, a to wyższe odświeżanie kosztuje dodatkowe 500 zł – lepszą wersję wyceniono na 3499 złotych.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
W sklepie internetowym Romet nie brakuje świetnych promocji. Producent kokietuje rowerzystów, odpalając nieziemskie rabaty na…
Choć od premiery „Dzikiego Gonu” minęło ponad 11 lat, to kultowa gra doczeka się trzeciego…
Toyota rozwija technologię wodorową z myślą o transporcie ciężkim. Podczas targów IAA Transportation 2026 w…
Nowe zestawy LEGO na 2027 rok mogą okazać się sporą niespodzianką. Wyciekła lista, na której…
Tesla szykuje poważne zmiany w produkcji swoich samochodów elektrycznych. Cybertruck może stracić miejsce w fabryce…
MacBook Neo okazał się wielkim rynkowym hitem i zapoczątkował trend na budżetowe laptopy. Nic więc…